Włóczykijki

Dawno temu, w zamierzchłych czasach, tak około 2015 roku, pojechały Dziewczyny na Gryfiński Festiwal „Włóczykij”. Tak się dobrze bawiły, a trochę z zazdrości,  postanowiły też mieć „takie coś”. I poszło. Od razu dobrze. Mimo, że charaktery Dziewczyny mają różne, a wszystkie silne i mocno zindywidualizowane. Czasem okazuje się to atutem, a czasem problemem, który… i tak zawsze się obraca w złoto. W tym wielkim, gorącym, kolorowym garncu od trzech lat powstają kolejne edycje Festiwalu Podróżniczego „Włóczykijki”, wykuwają się jego główne założenia, a Dziewczyny z determinacją godną Drużyny Pierścienia wdrażają swoje pomysły.

Agnieszka szefuje i koordynuje, to Ona stanowi kręgosłup Festiwalu, to Ona dyscyplinuje, kiedy pomysły odlatują w Kosmos: „…a może by tak Ferdynand Magellan ?”, krótkim: „Fajny pomysł, tylko, że on nie żyje…”. Z drugiej strony Jej „A dlaczego by nie?” napędza działania i zapala do czegoś pozornie niemożliwego. Magellan więc został skreślony z listy gości, ale wypełniają ją niemal równie wielkie osobowości. Ania i Grażynka to tytanki pracy i energia Festiwalu. „Co się nie da? Jak się nie da? Potrzymaj mi kawę…”. Ania tanecznym krokiem i mimochodem, Grażynka ze zdumieniem w ogromnych oczach. Jeśli prawdziwa jest teza, że kobiecy mózg działa wielotorowo, to Ania i Grażynka są jej uosobieniem: jedną ręką trzyma telefon, drugą pisze harmonogram, trzecią… a w międzyczasie robi bilans zysków i strat. Magda to sumienie Festiwalu – chwali, karci, koryguje… no i umówmy się, Wie Lepiej. A ponieważ z reguły rzeczywiście Wie Lepiej, Włóczykijki mają się na kogo złościć. Druga Ania też stanowi  łącznik z rzeczywistością. Typ „Ale wiecie, że przepisy?” oraz „To będzie kosztować”. Koncertowo ogarnia, co urzędowe.  Dołączyła do teamu niedawno, ale się wszyscy dziwią, jak to możliwe, że wcześniej Jej nie było. Kinga okazała się urodzoną Prawą Ręką, w dodatku jednocześnie i Magdy (rozlicza i koryguje), i Agnieszki (ściąga na Ziemię, zagania do pracy) i tandemu Ania & Grażynka („Co się nie da, jak się da.”). Jej grafika i artystyczny gust nadały ostatniej edycji profesjonalnej spójności. Zuzanna, jak na outsidera i introwertyka przystało, trzyma się trochę z boku, niby jej nie zależy, ale wiadomo, że to tylko taka poza. A ponieważ ma łatwość pisania i gadania, więc dużo pisze i gada. Albo dla odmiany gada i pisze. Taka karma.

Tym sposobem, ścierając się, strzelając babskie (oraz całkiem męskie) fochy, targując się ze sobą jak przekupki, debatując jak profesjonalne menedżerki, rzucając przedmiotami i pijąc dobre wino, tworzą oryginalną jakość Festiwalu. Przechodniu! Trzymaj za Nie kciuki!

 

 

Agnieszka Nikoliszyn Granatowska

Podróżniczka, rowerzystka, żeglarka, wspinacz skałkowy, pilotka wycieczek, specjalistka organizacji imprez turystycznych i rekreacyjnych. Od lat zawodowo związana z turystyką. Od dziecka coś ją nosi  po świecie. A to żagle, a to rower, a to lina wspinaczkowa, a to kajak, a to własne nogi czy przytulny camper. Zimno i deszcz? Kupuje bilet na najbliższy samolot na Cypr, pakuje rower, dzwoni po ukochanego i za chwilę już pedałują po brzegu Morza Śródziemnego. Koncert ulubionego zespołu Sigur Ros? Chętnie, ale wyłącznie w ich ojczyźnie, czyli w Reykjaviku. Apetyt na chinkali i dobre wino? „Owszem, Kochanie, jutro lecimy do Gruzji!”. Jednego dnia rozmawiasz z nią, jak piękne wrażenie robi Azure Window, następnego dostajesz smsem Jej dziewczęcy uśmiech na tle zieleni Gozo i wiadomość „Azure Window właśnie się zawaliło.” Ma niezwykły dar trafiania dokładnie Wtedy i Tam, Gdzie Coś Się Wydarzy. Pomysłodawczyni i animatorka Festiwalu Podróżniczego „Włóczykijki”. Troskliwa Matka i nieprzyzwoicie zakochana Żona. Lojalna przyjaciółka, animatorka wielu towarzyskich włóczęg i najlepiej przygotowana w podróży towarzyszka.

 

 

 

Ania Margielewicz-Kopaszewska

W drobnym ciele, wielki duch. Albo: gdzie diabeł nie może, tam Anię pośle. Najlepiej rowerem. Zapalona rowerzystka, amatorka pieszych łazęg po górach, spływów kajakowych, a także wszelkich form aktywności ruchowej. Świetna organizatorka przyjacielskich wypraw i ewentów: najpierw wszystko musi być dopięte na ostatni guzik, a potem to właśnie ona się na nich najlepiej bawi – pierwsza na tanecznym parkiecie, pierwsza na szlaku, pierwsza w schronisku pałaszuje talerz pełen smakołyków.  Najchętniej włóczy się z mężem i z plecakiem – po górach, po lasach, a kiedy nie może – włóczy się rowerem po okolicy, od wiosny do zimy, sama i w towarzystwie, po brukach i leśnych ścieżkach. Lokalna patriotka, entuzjastka i koneserka leśnych ostępów okolic Barlinka,  zwłaszcza Puszczy Barlineckiej i Doliny Płoni- zna tu każdą drogę. Wielka smakoszka i znawczyni lokalnych przysmaków – jeśli Ania poleca kaczuszkę w Spindlerovej Boudzie, wiedz, że coś się dzieje.

 

 

Anna Łechtańska

Na zewnątrz wyciszona i zdystansowana, w środku wulkan energii, świetnych pomysłów i twórczych rozwiązań. Odpoczywa w ruchu, aktywnie, blisko przyrody, najlepiej w lesie, gdzie ładuje baterie. Lubi piesze wędrówki, bliższe i dalsze, rowerowe wycieczki, pływanie na bele czym i bez niczego. Kocha swoją Puszczę Barlinecką, docenia i często korzysta z walorów miejsca, w którym mieszka. Lasy w okolicach Barlinka i Dolinę Płoni przemierza regularnie o każdej porze roku. Miłośniczka rodzinnych eskapad, odkrywania nieznanych miejsc i ścieżek. Uwielbia zgłębiać tajemnice starych map. Uważa weekend za udany, jeśli razem mężem i dziećmi przemierzą kolejne kilometry, poznają nowe miejsca i zbiorą worek kolejnych wspólnych wspomnień. Urlop – koniecznie aktywnie i najlepiej w górach.

 

 

 

Magda Bakalarczyk-Wilk

Z powołania kapitan załogi wielkiego okrętu żaglowego, z zawodu kobieta, która żadnej pracy się nie boi. Ludziolubna Wilczyca, ładująca baterie w dobrym towarzystwie i podczas tańca. Wielka marzycielka bez przerwy snująca plany o podróży życia. Uwielbia zarówno łazikowanie po górach z plecakiem, pływanie po jeziorach, spływanie kajakiem, jak i włóczenie się brzegiem morza czy ślizganie z żaglem na morskiej fali. Żeglarka, z rodzinnej tradycji i zamiłowania. Żagle „przyniosły” jej męża. Wielbicielka Karkonoszy i biwakowania w plenerze. Mimo pierwszego wrażenia herszta bandy, kobieta wielkiego serca.  Lubi współpracę, działanie, urzeczywistnianie marzeń.  Obecnie w domu jest i bosmanem, i kapitanem, i sternikiem, i okrętem. Niespokojna dusza, którą ciągnie z domu nad wodę, do lasu, w góry. Chętnie wraca w znane miejsca i z entuzjazmem eksploruje nowe kąty. Każdą wolną chwilę spędza w terenie, w zieleni, w ruchu. Nie wyobraża sobie życia bez muzyki. Ceni otwarte umysły i ludzi z inicjatywą. Chętnie pracuje w grupie i świetnie odnajduje się w działalności społecznej.

 

 

Grażyna Lachowicz

Na co dzień mama dwóch żywiołów – Antoniego i Jerzego, gospodyni domowa z pasją, mistrzyni zdrowych wypieków i swojskiego jedzenia. Wielkie, empatyczne serce i otwarty umysł przydaje jej się zarówno w codziennej opiece nad chłopcami, jak i budowaniu dobrych relacji z ludźmi. Uwielbia łąki i lasy. Znajduje tam swoje ukochane, rzadkie i zupełnie pospolite rośliny, których jest znawczynią i wielbicielką. W wolnym czasie włóczy się po okolicznych drogach i bezdrożach. Nie gardzi kajakiem ni górską wędrówką. Ponieważ najbardziej absorbują ją aktualnie synkowie, najchętniej włóczy się z dziećmi, głównie tam, gdzie chłopcy mogą swobodnie testować swoją żywotność i pomysłowość.

 

 

 

Kinga Czarnecka

Fotografka z pasją. Chowając się za swoim aparatem nie traci jednak ani ździebełka ze swojej rezolutności. Sprawnie dyryguje planem zdjęciowym – jeśli jest rozkaz, żeby drzewa rzucały wyraźniejszy cień, to drzewa rzucają wyraźniejszy cień. Włóczy się więc z aparatem, a to po lesie, a to po polach, ale także i z upodobaniem po świecie – ukochana Holandia, Irlandia, Anglia, Portugalia czy Francja. Uwielbia spać do południa, być ciocią pięciorga dzieci, na które mówi „moje „dziabągi”. Uwielbia kreatywnie przygotowywać przestrzeń do zdjęć, klimat bajkowości i leśne ostępy to jej żywioł. Twórczość fotograficzna Kingi doczekała się już wystawy w Niemczech – jej tytuł brzmiał „Bubbles”. Jest samotnikiem, niemal dzikusem, nie lubi tłumu i galerii handlowych. Uwielbia za to maliny, sernik, Holandię i wolność. W poprzednim wcieleniu była ptakiem, o czym świadczy jej uskrzydlony sposób kadrowania świata. Jest wdzięczna, że wszechświat oferował jej tyle dobroci i o jedno już tylko prosi: by jej tego nie odbierał – to najczęściej wypowiadane życzenie do spadającej gwiazdy.

 

 

Zuzanna Brożek

Się włóczy, głównie przez życie, ale też po górach, brzegiem morza, skałach, rzekach – na nogach, rowerem, kajakiem, samolotem, pociągiem, autem. Na co dzień introwertyczka (czytaj „dziwaczka”) w nieprzemakalnych butach, łazikująca z aparatem po krzakach i bagnach, rozmawiająca głównie ze swoimi psami i kotami, lubiąca swoje śmieci. Od czasu do czasu daje się namówić znajomym na dalszą podróż. Chłonie wtedy każdy szczegół i pożera ogromne ilości egzotycznych smakołyków. Zakochuje się w każdym napotkanym tubylcu, byle tylko miał większość zębów, a po kilku dniach postanawia tam zamieszkać. Jak biega, to do środka, medytując, jak łazi po bezdrożach, to przy okazji rozkminia problemy egzystencjalne, jak jeździ rowerem, to z dobrą muzyką w słuchawkach. Zachwyca ją byle robak, byle liść, byle kropla żywicy na pniu drzewa – natychmiast musi to sfotografować, a potem opublikować na fejsie, od którego jest uzależniona.